wtorek, 26 maja 2015

#byćjakAudrey



Chyba każdy wie kim jest Audrey Hepburn. Dla mnie jest ona ideałem kobiety. Piękna, mądra, inteligentna, z wielką klasą i talentem. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy w "Śniadaniu u Tiffaniego" zakochałam się w niej.  Potem obejrzałam jej wszystkie filmy. I nadal byłam nią kompletnie zauroczona, Każda jej kreacja jest inna, ale każda ma też wielką klasę i jest dopracowana.

Kocham tez jej styl. Mała czarna z pierwszej sceny "Śniadania u Tiffaniego" wisi u mnie w szafie (podobna, ale równie piękna). Czarne cygaretki, balerinki i koszulki w paski to jej znak rozpoznawalny. W mojej szafie mam 7 bluzek w paseczki i z 10 par cygaretek w różnych wariantach kolorystycznych, ale to czarne są najważniejsze.


Audrey jest też moją największa makijażową inspiracją. Te czarne kreski są piękne. Klasyczne, skromne, a jednocześnie robiące cały look (i nie mówie to tylko dlatego, ze tylko tak potrafię się wymalować). No i ta czerwona pomadka, za którą oddałbym wszystko co mam.

Bardzo często wracam do jej filmów. Na każdą chandrę najlepszy jest zestaw wino, popcorn i film z Audrey (koniecznie czarno-biały). Przenoszą mnie one w magiczny świat, świat złotej ery Hollywood.

Zdecydowanie Audrey jest moją idolką, osobą która mnie inspiruje. Obraz z jej wizerunkiem zajmuje honorowe miejsce w moim pokoju. Dla mnie to ona wygrywa starcie z Marlin Monroe dzięki tej delikatności i subtelności.

Lecę oglądać "Śniadanie u Tiffaniego", mimo, że znam je na pamięć, to nie ma nic piękniejszego niż Nowy Jork w deszczu :)


PS - Zwierzakiem domowym Audrey był jelonek. Pippin, bo tak się nazywał, spał w wannie wyścielonej poduszkami.


niedziela, 24 maja 2015

#doityourself

Muszę przyznać, ze jestem "Zosia samosia". Wszystko lubię robić sama. Dlaczego? Może trochę przez charakter, ale bardziej wpłynęło na to życie, które zmusiło mnie do bycia samowystarczalną.

Był w moim życiu taki czas, kiedy zostałyśmy z mama same. Ojciec, który do tej pory był sobie, teraz znikł (z czego teraz jestem bardzo szczęśliwa). Byłyśmy teraz my dwie. W związku z tym w wieku 14 lat potrafiłam ugotować wszystko czego dusza zapragnie, w wieku 15 lat umiałam obsługiwać wszystkie narzędzia ogrodnicze + traktor dziadka. W wieku 16 lat nauczyłam się malować ściany (profesjonalnie, jak szaleć to szaleć). Cały czas uczę się czegoś nowego i o dziwo uszczęśliwia mnie to. I kiedy kilka lat temu w naszym życiu pojawił nowy mężczyzna w postaci Męża mojej mamy i mojego ojca z wyboru( którego nigdy nikomu nie oddam, bo kocham go nad życie) miałam moment, że czułam się niepotrzebna. On przejął "ciężkie prace domowe".

Teraz przyzwyczaiłam się już do tego, że nie wszystko muszę robić sama. Kiedy w zeszłym roku kupiłam sobie wymarzone meble, to skręcanie ich z Tatą sprawiło mi wielką frajdę i do tej pory  często wspominamy jak Inżynier i Blondynka skręcali regał na książki i zrobili do tył do przodu (no zdarza się, w szczególności jak uznaje się instrukcje za zbędną). Ale kiedy w piątek przywieźli nowe meble to postanowiłam złożyć je sama. No i zrobiłam to i jestem z siebie bardzo dumna, bo nadal wiem, że potrafię zrobić coś całkiem sama.

Chodź wiem, że są sytuację kiedy trzeba dać wyręczyć się w zrobieniu czegoś innym, to uwielbiam robić to sama. Teraz zostało mi oprócz "opieki" nad moją nową rodziną, gotowanie im pysznych obiadków, bo to sprawia, że czuję się potrzebna :)

piątek, 22 maja 2015

#tacyjesteśmy

Każdy z nas jest inny. Każdy z nas jest na pewien sposób wyjątkowy.Jeszcze za czasów licealnych, mój polonista kazał nam zrobić projekt pod tytułem "Tacy jesteśmy". Na początku była pustka w głowie. Jak pokazać jacy jesteśmy w ciągu 90 sekund?! Aż w końcu pojawiła się pomysł. Nasz genialny pomysł (zrodzony dzięki dużej ilości alkoholu, no ale to też jest metoda ;) ). Jesteśmy KOBIETAMI.

A jak wiadomo kobiety czasem są "strasznymi stworzeniami". Potrafią zazdrościć, kłamać, kręcić i po trupach dążyć do celu.  Pomysł głównie opierał się na postawie "przyjaciółki", która odbiła chłopaka. 

Koniec końców to nie sam filmik był najważniejszy, ale to jak ubawiłyśmy się przy nim. Przebieranki, malowanie, żarty. Setki zdjęć. A co najważniejsze wspomnienia do końca życia. 



Jacy jesteśmy? RÓŻNI! I to jest właśnie piękne! Choć mam mnóstwo negatywnych cech, to jest też masa dobrych, które powinniśmy eksponować. Nie hejtujmy, nie zazdrośćmy, nie oceniajmy. Bądźmy dobrzy- dla siebie i dla innych. 



Obejrzyjcie (o ile ktoś to w ogóle czyta) i pośmiejcie się z naszej "koncepcji" ludzi :D 

PS- złożyłam dzisiaj sama szafe i jestem z tego strasznie dumna :D

czwartek, 21 maja 2015

#siładziewczyn





Ewelina, moja najlepsza przyjaciółka. Takich trzech, jak nas dwie, nie ma ani jednej.Teoretycznie całkowicie inne inne. Ona spokojna i ułożona, a ja roztrzepana i unosząca się 3 metry nad niebem. Ale kiedy jesteśmy razem to mam wrażenie, że nic innego się nie liczy. Wspieramy się w każdej sprawie. Kiedy nasze mamy były chore potrafiłyśmy zadzwonić do siebie o 2 w nocy i mówić, że będzie dobrze. Rozłąka na dłużej niż tydzień? nie ma takiej opcji. Pół godziny po spotkaniu piszemy sms-y z kolejnymi genialnymi pomysłami. Idąc gdzieś razem, prawie zawsze zawsze zrobimy wiochę, ale co tam mamy siebie. I chociaż Ona, nie jest wielką fanką Marsów to wie, że ja ich kocham i już obiecała, że pójdzie ze mną na premierę "Suicide squad".


Jest moją siostrą z wyboru, moim ramieniem do wypłakania, (a ja służę swoim), osobą która potrafi mnie opanować i najgorszą kucharką na świecie, ale jak to sama mówi- "Po co mam gotować i piec skoro mam Ciebie?"

Kocham Cię wariacie- my BFF <3




#początek

Dlaczego zaczynam pisać? Bo nagle poczułam taką potrzebę dzielenia się ze światem tym co czuję. Robiłam podejścia do pisania bloga już kilka razy, ale teraz, kiedy wróciłam z koncerty 30 seconds to Mars i dołączyłam do najlepszej grupy Echelonów na świecie (Kings & Queens from Mars) poczułam, że mogę to zrobić (o ile leń mnie nie dopadnie szybciej).

So, chyba nie jestem taką stereotypową głupią blondynką. Studiuje prawo, kocham Marsów, dobre książki i filmy, podróżować, gotować i robić inne pierdoły. Chociaż czasem jestem no-lifem(a raczej częściej niż czasem) to dobrze mi z sobą. Mam najlepsza przyjaciółkę, o której kiedyś na pewno Wam opowiem, ale teraz też mam Echelonów, którzy nie hejcą i nie oceniają. Chociaż nie widziałam żadnej z tej osób na żywo to są mi bardzo bliscy.

Będę pisać o sobie, o tym co mi się przydarza, co się dzieje w moim magicznym Krakowie, a czasem może o 30 Seconds to Mars. Będę sobą, bo jak kiedyś powiedział Jared Leto: "Be who you wanna be – fuck everyone else’s opinion. Don’t be one of those stereotypical people". 

A to ja- może nie Miss Świata, ale jakoś ujdę ;)